
Żyjemy w sterylnych czasach. Dzieci spędzają średnio 4 godziny dziennie przed ekranem, a „wyjście na dwór” staje się rzadkością. Często boimy się, że dziecko się ubrudzi, przewróci lub zmarznie. Tymczasem psychologowie są zgodni: kontrolowane ryzyko i kontakt z naturą są niezbędne dla rozwoju. Dlaczego warto pozwolić dziecku na trochę błota?
Integracja sensoryczna w naturze
Dotykanie piasku, trawy, wody czy błota to najlepsza (i darmowa) terapia sensoryczna. Mózg dziecka potrzebuje różnorodnych bodźców, by się rozwijać. Ekran tabletu jest gładki, płaski i przewidywalny. Tor przeszkód jest szorstki, mokry, miękki lub twardy. To „karmi” układ nerwowy dziecka lepiej niż jakakolwiek aplikacja edukacyjna.
„Mamo, dałem radę!” – Budowanie sprawczości
To najważniejszy moment na naszych biegach. Kiedy dziecko staje przed wysoką ścianką, myśli: „Nie wejdę, to za trudne”. Kiedy z pomocą wolontariusza lub rodzica wciąga się na górę, w jego głowie dzieje się magia. Rodzi się przekonanie: „Potrafię pokonywać trudności”. Ta pewność siebie (sprawczość) zostaje z nim na długo – pomoże mu przy tablicy w szkole i w relacjach z rówieśnikami.
Odporność (nie tylko psychiczna)
Kontakt z naturą to budowanie mikrobiomu i odporności fizycznej. Sterylne warunki domowe paradoksalnie sprzyjają alergiom. Trochę „brudu” z lasu czy łąki to naturalny trening dla układu odpornościowego. Nie bój się, że dziecko zmarznie – w ruchu jest mu ciepło, a hartowanie na powietrzu to najlepsza profilaktyka przed sezonem grypowym.
